środa, 7 listopada 2007

Dobre rady wuja cypisa

Pamiętajcie nigdy nie pijcie w samotności..

sobota, 3 listopada 2007

Kto kogo?



???
To Ty stworzyłeś mnie, czy raczej ja stworzyłem sobie Ciebie
???



O życiu w sensie...

Jak żyć ?
Szybko - Rozważnie
Intensywnie- Mądrze
Wolnym - Na uwięzi
Zakochanym - Kochającym
*niepotrzebne proszę skreślić.


Myślenie nad sensem życia tylko przybliża nas do śmierci...czas ucieka...


poniedziałek, 22 października 2007

Wybieram się...

No I znowu przegrałem wybory…nie fajnie...zwłaszcza, że miałem już przygotowana odezwę do narodu...

A mniej poważnie...

No to wybraliśmy (właściwie wybraliście, chociaż mnie ta opcja satysfakcjonuje)...i co teraz??

Na początek trzeba pozmieniać ludzi na „stołkach”, za nasze pieniążki oczywiście...ale nie pękajcie obywatele, w końcu macie co chcieliście już niebawem władza zrobi nam dobrze. Pozostaje więc wygodnie ułożyć się w fotelu, albo złapać troszkę jesiennego słońca na jakimś spacerku i czekać...
Najpierw oczywiście władza musi sobie zrobić dobrze, a to może jeszcze chwilkę potrwać...no, ale wygrali to chyba nie będziemy im odbierać tej małej przyjemności...każdy dla siebie, według potrzeb, a potrzeby są...bo przecież kraj był pogrążony w kryzysie...
Jeżeli się uda to może nam też coś skapnie zanim rozpiszą następne przedterminowe wybory.

Mimo wszystko proponuje jednak wziąć się na własną rękę do jakiejś roboty, tak profilaktycznie...

A tak całkiem niepoważnie..

Cały ten cyrk przypomina mi taką weselną zabawę. Polegało to na tym, że wszyscy tańczą w rytm muzyki, jak muzyka przestaje grać to każdy biegnie żeby zając miejsce na krzesełku. Problem w tym, że krzesełek nie starczy dla wszystkich... Wczoraj przestała grać muzyka ;)

Kto zdążył ten może pocałować pana młodego...

czwartek, 18 października 2007

Na temat tematów...

Podzieliłem posty na kategorie tematyczne, mam nadzieje że dzięki temu łatwiej będzie się odnaleźć tu...dziękuje za uwagę.

Samotność w tłumie...

Kiedyś człowieka określał adres korespondencyjny i numer telefonu stacjonarnego.

Teraz każdy szanujący się obywatel XXI wieku ma: adres zamieszkania (z którego i tak korzystają tylko sądy, ZUS-y i tego typu instytucje), telefon „domowy”(taka mała skrzynka w przedpokoju), telefon komórkowy(prywatny i służbowy).
Internet a w nim:
Przynajmniej dwa konta mailowe(nie licząc tych, do których pozapominaliśmy haseł), profile na kilku(co najmniej trzech) forach internetowych, numer gadu-gadu, ICQ i bóg wie jakich jeszcze komunikatorach. Przynajmniej jeden blog(żeby wylać frustracje), konto na portalu ulubionej sieci komórkowej żeby za darmo wysyłać sms.
Kilka tożsamości w serwisach typu nasza-klasa.pl, aby odszukać utraconą miłość z czasów liceum...
Gramy w kilka niekończących się gier internetowych(ot tak dla zabicia czasu w pracy)...

Popularność wyznaczana jest przez miejsce twojej ksywki na stronach wyników wyszukiwania w google... Smutne??

Może smutne, ale trendy...

sobota, 6 października 2007

Groteska.

Euforie zaczynają przytrafiać się coraz częściej. Na przemian ze wspomnianymi już huśtawkami depresyjnymi. I niby nic w tym nadzwyczajnego, ot może reakcja na wahania ciśnienia(pogodę i takie tam przyziemne sprawy). Jednakże wszystko nabiera nietypowego znaczenia, od kapiącej wody w środku nocy, po piosenkę, jaka leci losowo przy porannym goleniu; od ludzi spotykanych przypadkowo zawsze wtedy gdy są potrzebni, po pomysły które przychodzą do głowy keidy zdaje się że już nic nie da się zrobić. Wszystko daje pewność, że zmierza we właściwym kierunku(pytanie czy dobrym to już inna kwestia).


Zauważyłem, że często zdaję się na los. I to w coraz poważniejszych sprawach. Jestem w takim momencie życia, w którym powinna się kształtować moja przyszłość (wykształcenie, dobra praca coś w tym stylu). Tymczasem z wyszczerzonymi w uśmiechu zębami, przechodzę nad wszystkimi(jakże istotnymi z punktu widzenia społeczeństwa) wydarzeniami, radośnie stwierdzając „jakoś to będzie”.

Cała groteska polega na tym, że jestem tego więcej niż pewny, święcie przekonany, że moje życie nie może potoczyć się inaczej.

Dlaczego?

Może dlatego że nie wiele mi potrzeba do szczęścia? Może dlatego że podświadomie wierzę, że ktoś kieruje moimi poczynaniami i nie pozwala mi się wpakować na tyle w szambo żebym się udusił? A może jestem zbyt leniwy żeby takie wygodne założenia zmieniać?

Kwestia wciąż otwarta...propozycje(tylko poważne) es em esem.

wtorek, 25 września 2007

Chwila prawdy...


Rozmowy na poważne tematy i rozmowy pijackie, nie mniej poważne...

Rozebranie cypisa na części pierwsze i dokładny przegląd(wymiana tylnej osi, rozrusznika i nierządu eee...rozrządu) wszystko w ramach OC. Mam nadzieję tylko że dobrze mnie poskładaliście.

Wnioski:
Syndrom zranionego łosia, silna potrzeba znalezienia jakiegoś zajęcia(może skręcanie długopisów). Wreszcie potrzeba dojścia do ładu i porządku (względnego/dostatecznego) ze swoim „sobą samym”. Przemożna chęć wywrócenia się na lewą stronę i wytrzepania wszystkich brudów.

Dzięki wszystkim dobrym za dobre słowa. Za niedobre (ale prawdziwe) też.Może nie pomogło, ale nie zaszkodziło ;-) .

Myślę że temat można zamknąć.


Jeden płytki wdech.

Wystrzeliłem się w kosmos. Zatrzymałem czas.

Góry, Globalparty ...kosmosy, wszechświaty w małym palcu.

Góry, Izery, Chatka Górzystów...twórcze nie myślenie, zapomnienie i ukojenie. Jedyne miejsce gdzie nawet jesień zdaje się być niczym...

ślady yeti.....i odnaleziony własny szlak...

kawa z mlekiem w proszku...inspirujące ;)
Do tego wszystkiego dodajmy cudowną ekipę...


i więcej mi nie trzeba już nic...pozostaje tylko płomiennie się uśmiechać...

...dobrze że są jeszcze takie miejsca.

A potem..nie wypuszczając Izerskiego wiatru z płuc...

GLOBALPARTY -Oleśnica 2007

Cudownie coś jak robić kupę w środku cyklonu. Buraki jesteście wielkie...dzięki za oderwanie od rzeczywistości.


Więcej o samej idei na: http://globalparty.blog.onet.pl/ (lub www.idea.pl ).Tam też relacje z poprzednich edycji Globala fotki uwagi, a niebawem pewnie też coś o tym co w tym roku się działo...


wtorek, 18 września 2007

Jak ziarenka piasku.


Czuje się mały.. Nieznaczny.
Symboliczny.
Wśród miliardów.
Tak samo komicznych.

czwartek, 13 września 2007

Jesienna huśtawka depresyjno-maniakalna.


Jeżeli jest ktoś odpowiedzialny za bieg wypadków w naszym życiu to ten, który mi został przydzielony jest sfrustrowanym alkoholikiem cierpiącym na schizofrenię i owsiki. W dodatku kompletnie nie przeszkolony w operowaniu skomplikowaną(zapewne) aparaturą sterującą całym tym bałaganem. Nie przestrzegającym podstawowych zasad BHP(stąd pewnie te owsiki).

Rezultat.

Nieustanna huśtawka, sinusoida nastrojów, myśli i zachowań...mieszanka nazbyt ciężkostrawna żeby łykać bez katalizatora.

Zwalniam Pana...sam sobie świetnie poradzę - o niebo lepiej.

Zdaje mi się że był jeszcze jakiś ważny temat do omówienia czy też poruszenia, ale umknął.

Starałem się dobrze, a wyszło jak zwykle.

Kiedyś wydorośleje i zmądrzeję. Odwiedźcie mnie wtedy.

Listopadowy wieczór na górce, trzeci rząd od płotu. Tylko nie przynoście kwiatów, mam alergię.

środa, 12 września 2007

Krok do przodu.. dwa do tyłu.. życie.. i cza-cza-cza.

Pysznie…a nawet świeci słońce.
Pozytywnie.
Euforia niemalże.
I w dodatku bez powodu.
Nie próbujcie tego w domu.

Pracować i cieszyć się życiem... dziś jest ten dzień.
Nie pozwolę by się skończył, nie wytrzeźwieje z nieświadomości.

Wczoraj jest gdzieś daleko... za horyzontem.
Wczoraj padał deszcz.
Nie pamiętam wczoraj...na razie.

Żółte tabletki ze snów.
Przed użyciem zapoznaj się z lekarzem i skonsultuj z u-lotką.

poniedziałek, 10 września 2007

Hepi Berzdej

Z cyklu postów archiwalnych, to chyba dobre na start...
31.05.07 dopiero co skończył się wtorek.

Urodziłem się...No, bo co niby miałem zrobić. Szczerze to się nie pchałem na ten świat, chociaż niewiele pamiętam to jakoś tak czuję. No, bo czy mi źle było?? Ciepło przytulnie, żarełko płynie rurką, zero stresów po prostu ...

A potem jakiś facet w białych łaszkach trzyma mnie do góry nogami i leje. Oddałbym mu jak boga kocham(chociaż wtedy to była zła metafora), gdyby nie był taki wielki. W związku z powyższym cóż było zrobić – zacząłem na gościa wrzeszczeć, a na domiar złego moja stara najspokojniej w świecie sobie na wyrku leżała (no błagam ledwo się urodziłem już ma mnie w dupie).

Potem w miarę lajcik zabrali mnie do domu(nawet przytulnie), jeść dawali(a nawet sobie można popatrzeć było). Tylko Ci wszyscy zwiedzający... maatko... Czułem się jak jakiś pieprzony eksponat w muzeum „tititi tratata”, „jaki on piękny to chyba po tacie”...Co za bzdura mój stary jest brzydszy od mojej dupy. I jeszcze szczypią macają... Gdzie są prawa człowieka ja się pytam? Trwało to trochę zanim się do tego przyzwyczaiłem, a z czasem się skończyło.

Jak się skończyło to mi się nudno trochę zrobiło, więc pomyślałem „Pochodzę sobie”. Jak pomyślałem tak zrobiłem...Wstałem, idę(trochę chwiejnie no, ale w końcu pierwszy raz) a tu nagle flesze, brawa, krzyki, jak na rozdaniu oskarów, co najmniej... ludzie ja tylko chciałem się przejść...sorry, to co będzie jak w końcu łaskawie zechcę się do was odezwać – dacie mi Nobla !?

Minęło sporo czasu...już przywykli do tego że chodzę, mówię(jakby się tego nie spodziewali). Nawet zdjęli mi wreszcie te szmaty z tyłka, żebym mógł jak człowiek lać do kibla, czasem jeszcze nie zdążę, ale jak człowiek ma tyle rzeczy na głowie to co się dziwić.
Minęło sporo czasu... ale czy to znaczy że trzeba mnie od razu z domu do tego getta posyłać? Banda rozwydrzonych, szczeniaków w jednym pokoju. No bardzo proszę, czy ja byłem aż taki zły. Maaatko i jeszcze to leżakowanie, żeby mnie chociaż gdzieś z boku z tą blondyneczką (Agatka czy jakoś tak jej dali) położyli to nie, jak worki z marchwią jeden koło drugiego. Zabierzcie mnie stąd!!!

No i zabrali...Przedszkole, Podstawówka, Gimnazjum, Liceum, Studia, Wojsko, znowu Studia...LUUUDZIEE!!! Czy ja się urodziłem tylko po to żeby można było się mną bawić. Co ja jestem ?! Jakieś tamaguczi czy inny ajpod, gejmboj. Czy ja się urodziłem po to żeby mnie przenosić z miejsca na miejsce... nakazywać, zakazywać, nauczać, pouczać. Głaskać jak dobrze, bić jak źle. Czy ja się prosiłem żeby mnie spłodzić!?

Urodziłem się... i chyba tylko to jest moja wina...

No to wio...

A więc właśnie...cypis w internecie.

Po co?
Z braku innych zajęć, z chęci wylania gdzieś swojej "twórczości", ze strachu że jak padnie mi dysk to wszystkie zapiski szlag trafi.

Co to będzie?
Jak w tytule "Myśli nieuczesane", czyli co palce wystukają na klawiaturze( z pominięciem mózgu).
Będzie o wszystkim i o niczym, od pogody przez osobiste refleksje po sytuacje na scenach międzynarodowych, od poezji przez prozę do zupełnego bełkotu...a przynajmniej takie są założenia.
Będą też fragmenty starego "bloga"(niepublikowanego), Wy którym spamowałem tym skrzynki pocztowe możecie już odetchnąć z ulgą.

Czy warto?
Oceńcie sami.